25.02.2013

Bułka rozpusty i ziemniak zapomnienia

Pokaźnych rozmiarów hamburger i chrupiące, świeże frytki.




Hamburger

Mięsko 

Składniki (2 porcje) :
  • mięso wołowe mielone - tak na 2 duże kotlety
  • ćwiartka cebuli
  • ząbek czosnku
  • sól
  • czarny pieprz
  •  żółtko
Przygotowanie :
Do miski wrzucamy mięso, dodajmy pokrojoną w drobną kostkę ćwiartkę cebuli, rozgnieciony ząbek czosnku, pół łyżeczki soli, pieprz świeżo mielony ( zależy od preferencji) i wbijamy żółtko. Wszystko ugniatamy, co od zawsze jest dla mnie niezwykle przyjemnym i uspokajającym zajęciem. Uwielbiam gdy ręka ugniata mielone mięso o ono przedostaje się miedzy palcami. Formujemy kulki i rozgniatamy je na dosyć płaskie kotlety. Na patelni, najlepiej przeznaczonej do grillowania, rozgrzewamy olej i smażymy z każdej strony przez 5-7 minut (stopień wysmażenia zależy od naszych preferencji).

Następnie rozgrzewamy piekarnik. Moczymy papier do pieczenia a następnie staramy się delikatnie go wyrznąć jednocześnie uważając aby się nie podarł. W tak przygotowany papier zawijamy bułki hamburgerowe. Powoduje to, że bułki będą chrupie lecz nie twarde a delikatnie wilgotne i świeże. Wrzucamy je na 10 minut do rozgrzanego do 180C piekarnika.
Po tym czasie wyjmujemy je z piekarnika, odpakowujemy z papieru i "otwieramy" bułkę na tyle by zmieściły się dodatki. To co wrzucimy do hamburgera zależy od naszych upodobań. W moim znalazł się rozsmarowany na bułce majonez, plasterek sera żółtego, mięsko, ketchup, mieszanka sałat, pomidory ,pokrojona w plasterki cebula i ogórek.


Frytki

Składniki (2 porcje) :
  • całkiem duży ziemniak
  • olej 
  • sól morska
Przygotowanie :
Ziemniaka obieramy i kroimy na kształt frytek. W rondelku z uwieszonym nad nim sitkiem (na wzór frytkownicy) rozgrzewamy olej (możemy dodać do niego nasze ulubione przyprawy aby frytki nimi przesiąknęły, np. chili). Układamy paski na zanurzonym w rozgrzanym oleju sitku (pamiętajcie aby sitko było metalowe inaczej się roztopi). Smażymy do lekkiego zarumienienia się frytek. Wyjmujemy z sitka i układamy na papierowym ręczniku. Następnie powtarzamy ten proces. Sekret chrupiących frytek polega na ich podwójnym smażeniu.



Mam nadzieję, że przepis przypadł Wam do gustu i już lecicie do sklepu po składniki na  swoją fastfoodową ucztę :)

24.02.2013

Food Blogger Fest II


Na wstępie chciałabym powiedzieć, że wkurzył mnie fakt, że Food Blogger Fest i Wrocławskie Pogaduchy Blogerów zbiegły się w tym samym czasie. I było mi strasznie przykro, że mogłam uczestniczyć w tylko jednej z tych imprez. Ale koniec z narzekaniem! :)
Zdecydowałam się wybrać na konferencję blogerów kulinarnych i przyznam , że bawiłam się świetnie. Miałam przyjemność poznać osoby, których blogi czytam od lat - Klaudynę z Ziołowego Zakątka oraz Michała z Kotlet.tv oraz spotkać się po paromiesięcznej przerwie z mieszkającą na obczyźnie Eweliną z Around the kitchen table.
Mimo, że na konferencję dotarłam mocno spóźniona (w mieszkaniu wysiadły mi korki i przez ponad godzinę głowiłam się jak to naprawić) miałam możliwość uczestniczyć w spotkaniu z Markiem Kalbarczykiem i Piotrem Adamczewskim, czyli autorami książki kulinarnej dla osób niewidomych pt. "Smak na koniuszkach palców" oraz dowiedzieć się o tajnikach wyrobu przepysznej czekolady od chłopaków z Manufaktury Czekolady. Niesamowicie, niezwykle inspirujący ludzie sprawili, że siedziałam jak zahipnotyzowana pragnąc wsiąknąć w każde słowo dotyczące ich pasji. To piękne gdy ktoś porzuca to co znane i wyrusza w niebezpieczną podróż by spełnić swoje marzenia. 
Nigdy nie zastanawiałam się nad tym ile wysiłku wymaga przyrządzenie najprostszych potraw przez osoby niewidome (bo jak na przykład oddzielić białko od żółtka?). To zadziwiające, że żyjąc w dzisiejszym świecie tak niewiele mówi się o problemach osób niepełnosprawnych. A przecież tak niewiele potrzeba by obudzić w ludziach ich pokłady wrażliwości.   Spotkanie poprowadzone było z dużą lekkością oraz humorem lecz jednocześnie sprawiło, że zaczęłam dostrzegać jak niezwykle problematyczne może być, życie osób dotkniętych ułomnościami.


Po konferencji wybraliśmy się do modnej warszawskiej knajpy Solec 44. I zaczęło się! Gadaliśmy, smakowaliśmy, fotografowaliśmy, czyli robiliśmy to do czego stworzeni są blogerzy kulinarni. 



21.02.2013

Ucieczka




Zawsze uważałam się za osobę w nierozerwalny sposób zrośniętą z miastem. Odnajduję się w szumie, ulicznym zgiełku, pogoni, chaosie i spalinach. Jednak ta mała ucieczka, te niesamowite chwile w górach, pokazały mi jak bardzo potrzebowałam kontaktu z naturą. Siedząc na wzniesieniu podziwiałam las i delektowałam się idealną, niczym niezmąconą ciszą. Czapy śniegu, chłód, mgła, drzewa i ja. 
Swoje podniebienie rozpieszczałam cudownymi potrawami - domowym schabowym z piwem, pierogami z borowikami w masełku, "zboczeńcem" (o którym niebawem Wam napiszę) i ruskimi z nieprzyzwoitą ilością skwierczących skwarek. Czułam jakbym wróciła do źródła i ponownie miała się narodzić. Wszystkie problemy wydały się błahe a z mojej twarzy nie schodził zarażający wszystkich uśmiech.
Byłam przesycona szczęściem, które udało mi się zabrać ze sobą do ponurej, otulonej szarym śniegiem  Warszawy.
 Jacek i Gabrysia, czyli górski pasjonat i mała księżniczka. Spotkaliśmy się na szlaku, wypiliśmy kilka kubków herbaty i porozmawialiśmy o miejscach, które warto zobaczyć. 








A na koniec przepyszne tiramisu w krakowskim Satori. Najlepsze jakie jadłam.

20.02.2013

Pojedziemy do Tybetu?


Południk Zero, przyjemną knajpkę podróżniczą na Wilczej, poznałam dzięki komuś, która na krótko zagościł w moim życiu, lecz mimo tego okazał się być kimś ważnym. To zabawne gdy przywłaszczamy sobie pewne miejsca od osób, które nam je pokazują i nagle te niezwykłe zakątki stają się "naszymi". Po pewnym czasie zaczynamy dłużej rozmawiać z obsługą, żartować z ludźmi z sąsiednich stolików czy "przypadkowo" spotykać znajomych. Teraz ja przyprowadzam tam przyjaciół, którzy powoli zarażają się klimatem tego świetnego, nieco tajemniczego, miejsca. Siadamy przy miodowym piwie, zaznaczamy na korkowej mapie świata odwiedzone miejsca i planujemy gdzie chcemy pojechać. Z zapakowanymi plecakami wyruszamy w niezwykłe, odległe podróże. Jakże pięknie jest mieć miejsce gdzie rodzą się marzenia. 

W ostatni poniedziałek miałam przyjemność uczestniczyć w spotkaniu poświęconym kulturze Tybetu. Wybrałam się tam bez większego bagażu i siedziałam zasłuchana w ciekawych wierszach, pięknych piosenkach i interesujących opowieściach na temat historii tego regionu. Podoba mi się taka forma luźnych spotkań, która sprawia, że przez parę chwil zbliżam się do obcych mi ludzi. Patrzę na ich twarze, staram się rozszyfrować siedzące w nich myśli i zatrzymuję chwile za pomocą mojego aparatu. Po opuszczeniu budynku miałam ochotę spakować plecak i wyruszyć do tego fascynującego miejsca. To niesamowite gdy krótkie spotkanie sprawia, że w mojej głowie rodzą się plany i nowe marzenia. To gdzie lecimy? Do Tybetu?





11.02.2013

Klatka po klatce, czyli kilka ostatnich filmów


Ostatnio często chadzam do kina. Kupuję trochę smakołyków, mrożoną herbatę, zasiadam wygodnie w fotelu i wybieram się na spotkanie bohaterów z którymi mam zamiar spędzić kolejne dwie godziny. Zdarza się, że z kina wychodzę zachwycona, zakochana w przedstawionych postaciach i zauroczona reżyserem.Przytrafiają się też klapy nad którymi głowię się przez dalszą część wieczoru zastanawiając się co było elementem, który "położył" całą produkcję. Dzisiaj czas na moją opinię o paru obejrzanych ostatnio filmach.

"Les Miserables - Nędznicy
"
Najnowsza ekranizacji powieści Victora Hugo to film nominowany w wielu kategoriach do Oscara. Po obejrzeniu zastanawiałam się czy ta decyzja jest słuszna. Faktycznie, film momentami jest zaskakująco dobry i ma parę niezwykle poruszających scen jednak zdarzają się też sceny nudne i przeciętne. Ogromnym plusem jest gra Hugh Jackmana (którego od czasu "Scoop" Woodego Allena darzę ogromną sympatią) oraz obecność nieziemsko przystojnego Aarona Tveita. Warto obejrzeć ale zapewne nie wpiszecie go na listę ulubionych filmów. Na mnie dużo większe wrażenie zrobiła wersja teatralna a film wydawał mi się jedynie spłaszczoną jej kopią.
Ogromny plus za kostiumy i oddającą francuski klimat scenografię.

"Drogówka"
Początkowo nie wybierałam się nad "Drogówkę" jednak gdy przeczytałam na facebook'u post Moniki z Black Dresses jak bardzo poruszył ją ten film to postanowiłam, że pójdę, zobaczę i ocenię. I szczęka mi opadła. Smarzowski rozwalił mnie na łopatki a obsada sprawiła, że aż chciało się wierzyć w przyszłość polskiego kina. Uwielbiam gdy polskie filmy mnie zaskakują, wydaję mi się, że w ten sposób objawia się mój patriotyzm.
"Drogówka" to nieco karykaturalny obraz pokazujący pracę, rozrywki, układy polskiej policji drogowej. Nie jest to film ani ładny ani miły. Główni bohaterowie to osoby, których nie chcielibyśmy spotkać - zapite mordy, łapówkarze, hipokryci, oszuści. To wszystko plus wciągająca akcja to przepis na sukces.
 W filmie występują gwiazdy polskiego kina - Bartek Topa (który pokazuje, że po odejściu z tasiemca też można uprawiać świetne aktorstwo), Arkadiusz Jakubiak, Marian Dziędziel, Marcin Dorociński.
Pozycja obowiązkowa, która dowodzi, że polskie też może być dobre!

"Lot"
Lubię takie filmy w których nagle coś się psuje i niesamowite zdolności jednej osoby sprawiają, że wszystko dobrze się kończy. Nie lubię natomiast filmów, które w mocny sposób próbują mnie umoralniać. Dlatego mam dużo problem z oceną tego obrazu. Jednak po paru dniach namysłu dochodzę do wniosku, że warto zobaczyć ten film ponieważ jest to jedna z niewielu pozycji pokazujących, że przyjęcie niechcianych konsekwencji swoich działań może być czynnikiem oczyszczającym. Pokazana jest w nim odwaga człowieka, który wiele razy błądził w swoim życiu lecz mimo tego udało mu się uratować swoją duszę przed złem. 

"Nieulotne"
Tak bardzo bym chciała, żeby ten film wreszcie uleciał z mojej głowy. Długo na niego czekałam i niestety okazał się okropnym rozczarowaniem.Mimo, że pomysł był ciekawy to jakoś w połowie filmu wszystko padło i zrobiło się nudno. I mimo, że podoba mi się gra Jakuba Gierszała nie jest strawić go w duecie z Magdaleną Berus, która moim zdaniem powinna odwiedzić jakiegoś dobrego logopedę zanim następnym razem będzie próbowała nam wmówić jaką jest niezwykle utalentowaną i skomplikowaną aktorką.
Początkowe sceny filmu rozgrywają się w słonecznej Hiszpanii ( duży plus dla Gierszała za całkiem poprawny hiszpański akcent chociaż nigdy wcześniej nie miał styczności z tym językiem) jednak po pewnym czasie akcja przenosi się do Krakowa. Film nudzi i usypia a otwarte zakończenie, mimo iż powinno skłaniać do myślenia jest elementem niezwykle irytującym. Miałam wrażenie, że reżyser doszedł do wniosku, że skoro nakręcił taki gniot to nie będzie się nawet silił na jakieś ciekawe zakończenie ponieważ większość oglądających i tak do tego czasu uśnie lub opuści kino.
Jedynym plusem tego filmu jest zadziwiająco dobra jak na polskie kino strona wizualna. Zdjęcia Michała Englerta to coś niezwykłego.

"Poradnik pozytywnego myślenia"
To film z miłym przesłaniem mówiącym, że każdy ,mimo swojego wariactwa, jest w stanie spotkać osobę, która go pokocha. Pokazuje również, że systematyczna praca nad sobą może przynieść zadziwiające efekty. Miły, lekki, zabawny, dobry na poprawę humoru.
Scena tańca podczas konkursu sprawiła, że popłakałam się ze śmiechu.


Widzieliście te filmy? Zgadzacie się z moją opinią czy macie zupełnie odmienne zdanie?

6.02.2013

Babcine przepisy - ucierane z jabłkami

Zwyczaje, przyzwyczajenia, małe codzienne przyjemności, które sprawiają, że nudny dzień nabiera kolorów. Ciastko owsiane zjadane o poranku,poranny bieg na autobus, krótka chwila z książką, przelotne uśmiechy do ludzi mijanych na ulicy, kawa z ulubionej kawiarni, kanapka jedzona na trawie w parku, a wieczorem słodkie pomruki kota i radość psa gdy wracasz do domu. Każdy dzień może stać się chociaż odrobinę bardziej wyjątkowy gdy dostrzeżemy te subtelnie otaczające nas rzeczy.

Ucierane z jabłkami



Składniki :
  •  4 jajka, 
  • 1 i 1/2 szklanki mąki, 
  •  2 łyżeczki proszku do pieczenia, 
  •  1/2 torebki cukru waniliowego,
  •  niecała szklanka cukru, 
  • 1/2 szklanki oleju ,
  • szczypta soli
  •  2 jabłka.
Przygotowanie:
Ucieramy jajka z cukrem. Następnie, ciągle ucierając, dodajemy cukier waniliowy, mąkę, odrobinę soli, proszek do pieczenia i olej. Wylewamy połowę na okrągłą blachę wysmarowaną tłuszczem. Obierane i pokrojone jabłko układamy na cieście. Następnie wylewamy resztę ciasta i  układamy na nim drugie jabłko pokrojone w plasterki. Przez pierwsze 15 minut pieczemy w temperaturze 120° C następnie podkręcamy do 180° C i zostawiamy w piekarniku przez 30 minut. Smacznego!


25.01.2013

Zakrwawione ściany, czyli nowy film Tarantino.


 Pedro Almodóvar, Lars von Trier, Woody Allen i Quentin Tarantino - oto czterech reżyserów których filmy obejrzę w ciemno, bez wcześniejszego czytania recenzji. Każdy z nich jest mistrzem swojego gatunku a ich dzieła zawsze mnie poruszają/ rozśmieszają/ przerażają.Dlatego "Django", nowy film Tarantino, stał się pozycją obowiązkową na mojej liście do obejrzenia.

I jak?Fajny?
Fajny, bardzo fajny. Chociaż nie jest to majstersztyk na miarę "Pulp Fiction" czy "Bękartów Wojny" to zdecydowanie warto się wybrać. Znajdziemy w nim Jamiego Foxxa, Christopha Waltza,nieznaną odsłonę Leonarda DiCaprio, dużo wybuchów, trupów i świetnego humoru w stylu Quentina.
Uwielbiam typowe dla tego reżysera komiksowe podejście do przemocy, która w jego wykonaniu, mimo, ogromnej dosłowności nie jest przerażająca ani odpychająca a wręcz śmieszna. Nie jestem fanką filmów których głównym celem jest zniesmaczenie widza. W moim pojęciu rozrywki nie mieści się oglądanie ludzkich wnętrzności zalewających salę kinową dlatego zdecydowanie stronię od takich filmów. Jednak Tarantino jest zupełnie inny - bo mimo, że trup ściele się gęsto a ściany pokryte są ludzką krwią to potrafi on podejść do tego tematu z ogromnym humorem i dystansem. 

Jakiś czas temu, gdy rozpoczynał zdjęcia do "Django", udzielił wywiadu jednemu z magazynów filmowych w którym powiedział, że jego dziecięcym marzeniem było nakręcenie westernu. Opowiadał, że długo zastanawiał się nad tematem przewodnim, który nie przypominałby innych filmów z tego gatunku. I to zdecydowanie mu się udało. Mimo, że mamy szeryfa, mężczyzn poruszających się na koniach, buty z ostrogami, kowbojskie kapelusze i rewolwery to zdecydowanie jest to film inny niż wszystkie poprzednie. Inny, bo przedstawiony w specyficzny, charakterystyczny dla Tarantino, sposób. Nie ma tu kiczu i patosu, podniosłych momentów i zmuszania widza do głębszych przemyśleń. Jest za to dużo śmiechu, zabawnych tekstów i świetna gra aktorów. 

Kolejną ważna sprawą jest muzyka. Przeczytałam kiedyś, że Quentin zastanawiając się nad jakimś filmem, szukając jakiegoś konkretnego pomysłu, bierze swoje pokaźnych rozmiarów pudło z płytami i wyrzuca je wszystkie na podłogę. Po paru godzinach słuchania w jego głowie zarysowuje się szkic nowego dzieła. I mamy tutaj 2Paca, Jamesa Browna czy Ennino Morricone.

Co tu dużo pisać - kupujcie bilet i lećcie do kina.










wibiya widget